Na czas remontu mieszkania – który zupełnie uniemożliwiał prowadzenie bloga – przeprowadziłem się w okolice placu Unii Lubelskiej i odwiedziłem większość lokali gastronomicznych w promieniu dwóch kilometrów. Jest ich całkiem sporo, ale wracałem tylko do dwóch. Oto dlaczego.
- Bulgaria Magica, Marszałkowska, w dawnym budynku ,,Życia Warszawy”. Ser owczy z arbuzem jest w porządku – ser niezły, arbuz dojrzały. Żadnych dodatków, choć udało mi się dostać pieczywo – niejadalną kajzerkę. Ozór wołowy smażony w maśle – to plaster ozora wołowego, smażonego w maśle, niczym nie doprawionego. Nie dostrzegłem tu śladu kulinarnego talentu ani nawet zainteresowania kuchnią.
- Vis a vis Bulgaria Magica jest Neseber, również bułgarski lokal. Jadłem tu zupę fasolową – całe duże jasie podano w niewielkiej ilości lekko pikantnego wywaru. Specjalność zakładu to duszona jagnięcia, smaczna, choć podana w ilościach gargantuicznych, a dodatkowo przybrana połówkami jajka na twardo. Mavrud po 14 złotych za kieliszek jest przyzwoity. Innym razem zamówiłem zupę z soczewicy, tym razem w miarę gładką, na tym samym, pikantnym wywarze, oraz okrągłe i podłużne kotleciki mielone z rusztu – tanie i niezłe. Towarzyszące im ziemniaki i surówka z kapusty były stołówkowe par excellence. Podczas trzeciej i zapewne ostatniej wizyty zamówiłem ,,królową bułgarskich zup”, czyli jagnięcą z warzywami. Wywar był przyjemnie kwaskowy, ale raczej chłodny, a pływały w nim kawałki bardzo tłustej baraniny (cztery), skrawki marchewki (trzy) i kawałek ziemniaka (1). Miseczka tego specjału kosztuje 19 złotych. Szaszłyk z polędwicy wieprzowej był przyzwoity, choć mięso raczej nie było wcześniej bejcowane, a towarzyszący mu rozgotowany ryż wymieszano z groszkiem konserwowym. Autentyzm? Dziękuję za taki autentyzm.
- Dziki Ryż, Puławska przed Madalińskiego. Długa karta dań chińskich, tajskich, japońskich, indyjskich – to nie wzbudza zaufania. Zamówiłem makaron udon z kimczi. Makaron dobry, ale kimczi tak kwaśne, że danie było niejadalne.
- Pappa Grappa, Puławska przed Narbutta. Makaron z małżami miał gorzki smak, małże były niesmaczne, z mrożonki. Makaron z pesto właściwie był obraźliwy, bo nawet jeśli pesto nie pochodziło ze słoika, to taki właśnie miało smak. Wątróbka cielęca, podana z sosem z pieczeni, była twarda i nie wiedzieć czemu kwaśna. Poczułem, że kucharz nienawidzi bliźniego swego. W dodatku nie jest tu tanio.
- Różana, Chocimska 7. Kolejna z serii Tradycji Polskiej restauracja ma ładny wystrój i śliczny ogródek, niektóre dania są bardzo smaczne, na przykład tatar z łososia, naleśniki z rakami, czy żur o esencjonalnym, grzybowym smaku. Kaczka i wątróbka cielęca nie zachwyciły, pieczony kurczak z nadzieniem byłby lepszy, gdyby nie było ono tak dojmująco słodkie. Poproszony o przygotowanie jakiejś surówki do pierogów z cielęciną kucharz wymyślił, co następuje: awokado, sałata, kawałki boczku (obecnego już w okrasie pierogów), orzechy włoskie, płatki czosnku. Ma się to wyczucie. Kotlety cielęce w sosie śmietanowym z kaparami całkiem niezłe, podobnie jak śledź w śmietanie. Domowe pasztety dość bezbarwne. W karcie win jeden riesling, za 158 złotych jest to jedna z tańszych propozycji winnych Różanej (ceny potraw umiarkowane).

1 komentarz
RSS dla komentarzy tego wpisu
Listopad 12, 2009 @ 20:05
moznagosciom
wbrew pozorom w dzikim ryżu hinduskie jest całkiem, całkiem niezłe. polecam jeszcze pasta i basta na odolańskiej, w cenie (prawie) wietnamczyka podstawowe makarony, przyzwoite.